bo ważne jest to co TU i TERAZ

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

żeby było...

Żeby nie było, że się chwalę.
Żeby było, że popieram akcje mające po prostu pomóc innym :)

Tak się złożyło, że miałam możliwość wziąć w ciągu dwóch dni w dwóch takich akcjach.

Pierwsza, to ogólnopolska zbiórka krwi pod patronatem motocyklistów: Motoserce.


Przejechałam się na motocyklu w paradzie jak jakiś VIP, a następnie oddałam krew - drugi raz w życiu, ale po 15 latach.

A dzisiaj byłam kłuta po raz drugi - z okazji Dnia Dawcy Szpiku i akcji rejestrowania się w bazie potencjalnych dawców szpiku.


I o ile jestem świadoma, że motocyklistom potrzebne są takie akcje w celu poprawienia swojego nie całkiem dobrego wizerunku, to w tym drugim przypadku jest pod wrażeniem wielkiej mobilizacji jaką wzbudził apel organizatorów tego przedsięwzięcia. W czasie od 12 - 18 zarejestrowało się ponad 500 osób. Tyle to na pewno nie zarejestrowało się w naszym regionie od początku roku!

niedziela, 22 kwietnia 2012

Przyszedł czas na refleksję nad urodzinami mojej jedynej córki :) Skończyła wczoraj 13 lat. Jak pamiętam siebie, to właśnie po skończeniu 13 lat uznałam, że można nazywać mnie "nastolatką". No i w tym wieku byłam kiedy w wypadku zginął mój tato.
Tutaj jako księżniczka, ale dla mnie jest Myszką/Myszą, Rybką/Rybą, Żabą/Żabiszczem...


Ma tak wiele pasji, że paradoksalnie może mieć problem z wyborem tego, co chce robić w życiu. Poza gitarą, śpiewem, malowaniem najważniejsze są jednak konie :)
Wszystkiego najlepszego Kochanie, życzę Ci przede wszystkim zdrowia :*

czwartek, 29 marca 2012

Jutro urodziny mojego Jaśka. Od lat to się nie zmienia że już w przeddzień jego urodzin wspominam sobie jak to było wtedy. Urodziny Dominiki to tez ważny dzień, ale jednak to od urodzin Jaśka wszystko się zmieniło - on był pierwszy :)


Kiedyś taki malutki, a teraz wyższy ode mnie, o rozmiarze buta nie wspomnę ;)


100 lat Misiu!

piątek, 17 lutego 2012

niespodzianka

Nie mam jakoś zakorzenionego głęboko poczucia, że muszę obchodzić hucznie walentynki, toteż prezent dla Piotrka kupiłam nie planując tego, raczej dlatego, że trafiło się coś fajnego. Ale dzień po walentynkach mamy
s w o j ą  r o c z n i c ę, nie pamiętam nawet którą dokładnie, więc kupiłam wcześniej krewetki i wino. Ale ze strony męża nie doczekałam się żadnych oznak pamięci. Niby wspominał, że ma dla mnie niespodziankę, ale będzie spóźniona, ale jakoś nie zmieniło to mojego ogólnego wrażenia, niezbyt pozytywnego. Więc zaprosiłam go na stypę z okazji naszej rocznicy, bo jak inaczej "uczcić" fakt, że byłam taka głupia żeby dać mu drugą szansę wtedy, dawno dawno temu. 
Aż tu raptem, wieczorem wołają mnie na strych, żeby coś zobaczyła. Antresola jest już pomalowana i skończona, więc nie wiedziałam, co niby miałabym tam zobaczyć. Szłam z nastawieniem, że nic nie jest w stanie zrobić na mnie większego wrażenia - no może poza jednym. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu to było właśnie t o  j e d n o. 
Takiego Elvisa mam w naszej przyszłej sypialni:



To jest to, co lubię najbardziej: kiedy ktoś pomyśli, co mi może sprawić przyjemność i zada sobie trochę trudu, co wcale nie jest równoznaczne z dużymi kosztami finansowymi. W tym przypadku Piotek uknuł to wszystko przy współudziale Jaśka, w tajemnicy przede mną i Iką :) I wyszło im fantastycznie!

czwartek, 16 lutego 2012

czego to szczyt?

Mam taki problem od co najmniej dwóch lat, że jakoś nie mogę się zorganizować i umówić córki mojej do dentysty. Bo najgorzej jak się wypadnie z tego rytmu umawiania się na wizycie na kolejną wizytę. A nasza dentystka umawia tylko w dwa dni w tygodniu i w limitowanym czasie. Przyjmując jednocześnie pacjentów - dodam - więc nie zawsze odbiera telefony. Jak mi się już udało nie zapomnieć i zadzwonić w wyznaczonym do tego terminie, to ona nie odbierała. A mi zdarzyło się pamiętać żeby zadzwonić chyba dwa razy. Raz nawet poszłam osobiście i czekałam w poczekalni, aż skończy z pacjentem, ale niestety nie zarejestrowała mnie, ponieważ właśnie przyjmowała prywatnie. Na NFZ rejestruje jak przyjmuje na NFZ. Zagotowało się we mnie i odtąd już nie jest naszą dentystką. No ale problem dzięki temu wcale nie został rozwiązany. A dziecko jęczało i jęczało, że dawno nie było u dentysty. No to jej w końcu powiedziałam: idź i się sama zarejestruj! No i poszła w końcu. Termin dostała akurat na walentynki. I co? Nie zapisałam tego w kalendarzu i zapomniałam jej przypomnieć żeby poszła... Jak się zorientowałam wczoraj, to postanowiłam, że pójdę i umówię ją na nowy termin, zanim jej powiem, że tamten termin minął ;) Poszłam dzisiaj i co? Akurat nie było pacjentów, bo chyba wolą zamiast leczyć zęby objadać się pączkami, więc tak na krzywy ryj, przy okazji, usunęłam sobie kamień z kłów :)))
To chyba jest szczyt wyrodności.

środa, 15 lutego 2012

na urlopie :)


Jak do tej pory popełniłam 16 bransoletek :)





newsletter remontowy

Chyba wspominałam, że od stycznia ruszyliśmy znowu z remontem. Chodzi o to, że uznałam, że nie ma co czekać na nie wiadomo jaki przypływ gotówki, tylko działać z nawet niewielkimi funduszami, a dodatkowo trzeba było wykorzystać wolny czas mojego męża, który aktualnie ze względu na aurę jest bezrobotny.
Poniżej efekty - antresola skończona:


Pigment użyty do osiągnięcia koloru nazywał się "brunatny". Ciekawe, że po rozmieszaniu go w farbie wyszedł nam bardziej "brudny róż" niż cokolwiek brunatnego. Ale nawet ładne wyszło, także nie mam pretensji. Natomiast pasy przy oknach zrobione zostały z mieszanki o maksymalnym nasyceniu pigmentem i wyszedł kolor niemalże czekoladowy, który naprawdę ładnie komponuje się z tym "brudnym różem" :) Pasy są dlatego, że lubię akcenty w zdecydowanych kolorach, np. cała ściana, ale przy tych skosach, to tak jakoś trudno wytypować która to miałaby być ściana. Poza tym pasy te mogą być praktyczne zważywszy na to, że Muflon uparcie wspina się łapami - nie zawsze czystymi - do okien chcąc się następnie rzucić z dachu.

Wyprowadzkę na strych planuję na ten rok. Chyba że wcześniej mąż mój wyprowadzi mnie z równowagi i się wyprowadzę. Nie na strych.