bo ważne jest to co TU i TERAZ

niedziela, 6 stycznia 2013

moje prywatne Kilimandżaro...

...dzisiaj osiągnęłam! Tym właśnie dla mnie miało być zdobycie się na odwagę aby wejść o tej porze roku do Bałtyku razem z morsami.
Dzisiaj kolejny raz przekonałam się, że naprawdę mało wiemy o tym, na co nas stać. Kiedyś w życiu bym nie pomyślała, że będę  5 rano jeździć do pracy rowerem. Ale jeszcze bardziej bym nie pomyślała, że wejdę do morza w styczniu :)
Dodam tylko, że w tym wszystkim chodzi o przyjemność lub satysfakcję. Dlatego nie podejrzewam siebie o np. skok ze spadochronem, ponieważ z wiekiem też dowiaduję się, gdzie są moje granice ;)




sobota, 22 września 2012

Przeżyłam wczoraj swoje pierwsze, mega rozczarowanie jako matka. Ogrom tego rozczarowania zawdzięczam po części swojemu podejściu do tematu niestety. Nie potrafię ciągle nic poradzić na to, że Piotrek pije. Nie piszę nawet już na ten temat, bo postanowiłam, że nie będę tu narzekać. Powód:





także zamiast narzekać trzeba działać i zmieniać to, co nas uwiera.
Jest mi przykro, że mój syn ma taki anty-wzór w domu. Naprawdę chciałabym, żeby był mądrzejszy. Nawet niedawno o tym rozmawialiśmy. I co? I przyszedł wczoraj do domu pijany! Ma 14,5 roku! To co ja wtedy poczułam jest ciężko opisać. A to w dużym stopniu dlatego, że Jasiek jest kimś, w kim do tej pory miałam oparcie, kiedy Piotrek zawodził. A on chyba za młody jest na to, żeby zastępować ojca w rodzinie. Mam tego świadomość. Przybiła mnie wizja jakby to było, gdyby na zmianę przychodzili pijani do domu i stwierdziłam, ze tego bym nie zniosła. Oczywiście dzisiaj rano Jasiek się z tego tłumaczył, że tylko chciał spróbować i że to się nie powtórzy. Hehe. Możliwe. Mam nadzieję.
"Najśmieszniejsze" w tym wszystkim jest to, że na miejscu Piotrka nawet nie próbowałabym mu zwracać uwagi. Pogratulowałam mu, że "jaki ojciec taki syn". Może być z siebie dumny. A Jaśkowi powiedziałam, że jeśli ma zamiar podtrzymać tradycje rodzinne, to jest na najlepszej drodze. Jak to robić - przykład ma na co dzień.  
Może nie ma sensu histeryzować. Pewnie zareagowałabym inaczej, gdybym tak nie obawiała się że Jasiek pójdzie w ślady ojca i dziadka. A to chyba świadczy o tym, że w jakimś stopniu jestem współuzależniona. może wszyscy się nadajemy do poradni AA?



piątek, 20 lipca 2012

Właśnie kończy mi się urlop. Tym razem były to dwa tygodnie bez przerwy, inaczej niż w zeszłym roku. Urlopowanie 2 razy po 1 tygodniu ma tę wadę, że trzeba 2 razy wdrażać się do pracy po przerwie - taki jest mój wniosek z zeszłego roku. To ja już wolę to przechodzić raz. 

Mam trochę problem z tym, jak spędzać urlop, żeby potem móc powiedzieć, że był to czas pożytecznie spędzony. Robienie "nic" przez 2 tygodnie nie wchodzi w grę. Zawsze są plany, co do zagospodarowania tego czasu, np. zaległe wizyty lekarskie, zaległe wizyty towarzyskie, czytanie, załatwianie tego, na co nie ma czasu gdy się pracuje, itd. Przeszło mi przez myśl sprzątanie, ale na całe szczęście szybko odgoniłam od siebie tę myśl. Mam trochę brudne okna, ale trudno, umyje się kiedy indziej ;)

Pierwszy tydzień urlopu spędziłam nad jeziorem, w gospodarstwie agroturystycznym. Pojechała ze mną koleżanka ze swoimi dziećmi, także ja miałam towarzystwo i Robaki też. Do tego jeszcze zabrałam dzieci przyjaciółki, bo mnie prosiła i w sumie miałyśmy sześcioro dzieci w wieku od 7 do 14 lat :) Ale byłyśmy dobrze przygotowane i zorganizowane i świetnie dałyśmy radę. Uważam, że nawet gotowanie i mycie garów na urlopie uchodzi łatwiej, jeśli nie robi się tego w domu. W ogóle lepszy wyjazd choćby do mamy na działkę niż siedzenie w domu. Ale wracając do tego wyjazdu nad jezioro, to pogoda nam się udała, opalenizna nabyta, popływaliśmy w jeziorze. Ponadto tamtejsze atrakcje takie jak lepienie z gliny, tkanie na krosnach, dojenie kóz - też zostały zaliczone. Dominika była w raju, ponieważ codziennie jeździła konno.

 ...oprócz błękitnego nieba, nic nam więcej nie potrzeba...

 pytanie: gdzie jest żaba?

 lepio garki, lepio, hej!

 Ika + Soraya = pełnia szczęścia

 jeziora tam są piękne

 taka sobie wieczorna sielanka

 dojenie i smyranie kóz za uszami

ja i moje Robaki

moja tęsknota za rowerem...

... i Piotrka za koparką ;)))

Dzisiaj już koniec urlopu i muszę się zabrać za obiad, bo po 15:00 jedziemy po Dominikę, potem próba i występ naszego chóru z Chórem Ojczyzna w ramach Polonijnego Lata w Koszalinie - stresik...

sobota, 2 czerwca 2012

I tak oto minął sobie maj, bez słowa wzmianki z mojej strony. A to trochę niesprawiedliwe, bo to taki piękny miesiąc. Było kilka pięknych dni, wręcz upalnych i wywołałam już pierwsze piegi ;) Rozpoczęłam też sezon rowerowy: dwa tygodnie temu odbył się kolejny rajd rowerowy, a w minionym tygodniu trzy razy jechałam do pracy rowerem. I mam zamiar jeździć jak najczęściej, aż do jesieni.

Z okazji Dnia Matki córka zrobiła mój portret:



Kochane dziecko - zrobiła mi ładniejszy nos! :) Dostałam też od dzieci suszarkę do włosów, bo poprzedniczka dokonała żywota, a ostatnia jaką mieliśmy w domu przegrzewała się i sama wyłączała.
Z okazji Dnia Dziecka ja najchętniej spędziłabym czas z dzieciami jakoś fajnie, ale pogoda totalnie nie dopisała. Dostali więc na razie po słoiku nutelli.
Za niecałe 4 tygodnie koniec roku szkolnego. Jasiek nadal utrzymuje dość dobry poziom, nie powinno być miernych na koniec roku. Liczę też na 4 z niemieckiego ;) Natomiast Dominika ma szansę na stypendium burmistrza w nagrodę za wyniki w nauce. Byłoby super gdyby je dostała, można by wydać te pieniądze zgodnie z przeznaczeniem, ponieważ w przyszłym roku szkolnym Dominika będzie potrzebowała instrumentu klawiszowego do szkoły muzycznej, a to niemały wydatek. No ale zobaczymy.

A w pracy... nieogar i zapierdziel ;)

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

żeby było...

Żeby nie było, że się chwalę.
Żeby było, że popieram akcje mające po prostu pomóc innym :)

Tak się złożyło, że miałam możliwość wziąć w ciągu dwóch dni w dwóch takich akcjach.

Pierwsza, to ogólnopolska zbiórka krwi pod patronatem motocyklistów: Motoserce.


Przejechałam się na motocyklu w paradzie jak jakiś VIP, a następnie oddałam krew - drugi raz w życiu, ale po 15 latach.

A dzisiaj byłam kłuta po raz drugi - z okazji Dnia Dawcy Szpiku i akcji rejestrowania się w bazie potencjalnych dawców szpiku.


I o ile jestem świadoma, że motocyklistom potrzebne są takie akcje w celu poprawienia swojego nie całkiem dobrego wizerunku, to w tym drugim przypadku jest pod wrażeniem wielkiej mobilizacji jaką wzbudził apel organizatorów tego przedsięwzięcia. W czasie od 12 - 18 zarejestrowało się ponad 500 osób. Tyle to na pewno nie zarejestrowało się w naszym regionie od początku roku!

niedziela, 22 kwietnia 2012

Przyszedł czas na refleksję nad urodzinami mojej jedynej córki :) Skończyła wczoraj 13 lat. Jak pamiętam siebie, to właśnie po skończeniu 13 lat uznałam, że można nazywać mnie "nastolatką". No i w tym wieku byłam kiedy w wypadku zginął mój tato.
Tutaj jako księżniczka, ale dla mnie jest Myszką/Myszą, Rybką/Rybą, Żabą/Żabiszczem...


Ma tak wiele pasji, że paradoksalnie może mieć problem z wyborem tego, co chce robić w życiu. Poza gitarą, śpiewem, malowaniem najważniejsze są jednak konie :)
Wszystkiego najlepszego Kochanie, życzę Ci przede wszystkim zdrowia :*

czwartek, 29 marca 2012

Jutro urodziny mojego Jaśka. Od lat to się nie zmienia że już w przeddzień jego urodzin wspominam sobie jak to było wtedy. Urodziny Dominiki to tez ważny dzień, ale jednak to od urodzin Jaśka wszystko się zmieniło - on był pierwszy :)


Kiedyś taki malutki, a teraz wyższy ode mnie, o rozmiarze buta nie wspomnę ;)


100 lat Misiu!